Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 517 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Odzyskiwanie

czwartek, 08 października 2009 18:03

"Wszedł do łodzi niczym Ra

na wybrzeżu wietrznej drogi wodnej.

Król wiosłuje w łodzi-hanbu:

kieruje się ku

dolinie <<dwóch, którzy przybliżają do niebios>>

w kraju za Jeziorem Trzcin" Z Egipskiej Am-Duat

***

Odzyskując innych, odzyskujemy siebie. W tych wszystkich nadrobniejszych rzeczach jakie czynimy kryje się ogrom wszechświata. Pierwszy świadomy tej nocy: Jestem w starym mieszkaniu, w swoim pokoju. Widzę półki z książkami, dobrze zapamiętane meble, łóżko i okno, przez które wyglądałem przez 20 kilka lat. Jest wieczór albo noc, próbuję zasłonić szyby i zapalić światło. Odnajduję przełącznik lampki ale okno jest nadal odsłonięte. Nie chce żeby ktoś na zewnątrz dowiedział się, że tu jestem, nie dochodzi do mnie jeszcze powód, bo cały czas mam wrażenie, że tutaj tylko jest w pełni rzeczywiste, że jest jedyną dostępną i możliwą rzeczywistością. Wyglądam na zewnątrz i już wiem, przyjechałem tu tylko w odwiedziny i nie jestem w swoim dawnym mieszkaniu na 4 piętrze ale w analogicznym na parterze. Kiedyś już tu bywałem w śnieniu z nieznanych mi bliżej powodów. Dalej mocuję się z zasłonami, wydają się dobrze znane, przez chwilę nie mam pojęcia skąd. To rolety, jedna ma barwę pomarańczową a druga ciemno niebieską. Już wiem, chwila, przecież takie same są... No tak to jest sen, ale jakże przekonujący, do tego stopnia, że przed momentem postawiłbym wszystko na to, że to osobliwa rzeczywistość. A zatem co teraz, zazwyczaj mam mało czasu zaraz po tym gdy zdam sobie sprawę, że snię. Oglądam chwilę szczegóły okna, wyglądam jeszcze raz na zewnątrz i patrzę na odmienioną, rozjechaną przez ciężkie pojazdy, błotnistą drogę. Przecież tu zawsze były betonowe płyty - myślę sobie. Przeskok, znów śnię nieświadomie. Znane budynki w pobliżu szkoły podstawowej. Niegdyś często chodziłem tymi mrocznymi, brukowanymi, poniemieckimi zaułkami na skróty, żeby zdążyć na autobus. Znów budzę się powoli. Oglądam jeden z budynków, w dzieciństwie zawsze ciekawiło mnie jak tu się ludziom żyje. Ulica K. wiele lat była moim małym światem cichych, przemilczanych wzlotów i upadków. Może dlatego właśnie w tym miejscu miałem swój pierwszy świadomy sen. Na jednym z podwórzy oszczekuje mnie pies, przybiegł od strony drogi. Jest sporych rozmiarów, jakby rotweiler. Wskakuję na kamienny słup, który pełnił może kiedyś rolę ogrodzenia. Pies próbuje mnie ugryźć, ale przecież nic nie czuję kiedy kąsa. Pojawia się właściciel czworonoga. Woła zwierzę i chce odejść jakgdyby nic się nie stało. Oznajmiam mu że dzwonię na policję, bo pies zwłaszcza taki nie powinien ganiać samopas. Facet zaczyna uciekać, biegnę za nim i wpadam do bramy. Tam drogę zastępuje mi jakiś pijaczek, próbuje rzucić we mnie sporym kamieniem. Już nie mam po co biec bo tamten uciekł. Jest dwóch pijaczków, a ten z kamieniem wziął mnie chyba za gliniarza. Rozmawiam z nimi przez chwilę, nagle nie wiadomo jak albo oni się zmieniają albo tam pojawia się dwoje młodych, też pijanych chłopaczków. Czuję pewną potrzebę, mówię im: chodźcie ze mną, chcę wam pokazać coś bardzo ważnego. On niech też idzie z nami, mówią o tym z kamieniem. Dobrze wrócimy po niego. Teraz juz jestem w pełni świadomy, wiem że to ma być odzyskanie, że chcę tego spróbować. (Książkę Moena Brucea "Świadome podróże w niefizyczne światy" skończyłem czytać niecały tydzień przed tym snem). Wychodzimy na ulicę, skądś wiem dokąd mamy się udać. Rozmawiam z nimi, wydają się zamroczeni. Jeden po mojej lewej, drugi o prawej. Staram coś zagadać, żeby nie rozmyślili się: Tutaj chodziłem do szkoły do siódemki - mówię. Odpowiadają coś z zainteresowaniem, uspokajam się, widzę, że są rozluźnieni. Wchodzimy do pewnego baru, w rzeczywistości oczywiście nigdy go nie było na tej ulicy. Zastanwaim się co teraz - pewnie tutaj jest dobry moment żeby pojawili się Pomocnicy. Widzę jakieś dwie młode dziewczyny. Wygladają na siostry. Kruczoczarne kręcone włosy, piwne oczy. Myślę sobie, że mogłyby być nieco ładniejsze ale tym chłopakom podobają się, przedstawiam je jako swoje znajome, one też się witają, przysiadamy się. Dostrzegam, że mam na sobie brązowy zapinany na zamek swetr z napisem na lewym ramieniu trekker. Idę złożyć zamówienie. Za ladą niespodzianka, starsza kobieta, bardzo podobna do tych dziewcząt - pewnie ich matka myślę. Zanim cokolwiek się odezwałem zza ukradkowego, porozumiewawczego spojrzenia orzeka: nie teraz, teraz nie. Wracam do stolika. Tamtych dwóch gdzieś odeszło, byli w ubikacji. Siedzimy przy stoliku, ale widzę ze humor im się bardzo poprawił. zaczynają dokazywać, jeden przewrócił przypadkiem krzesło. Zaczynają być natarczywi wobec dziewczyn. Jedna, którą lepiej i wyraźniej postrzegam od początku, podobnie jak tylko jednego z chłopaków mówi do mnie: na takie okazję mam giwerę - i ze szczerym uśmiechem pokazuje pistolet w torebce. Coś mnie "walnęło" jakiś nieokreślony przypływ pewności, pomieszanej z postanowieniem woli: Już wiem, przecież skoro to moje śnienie to mogę zdmuchnąć tu wszystko. Nagle uderzam pięścią w stół. Widzę przerażenie na twarzy dziewczyny, chłopaki uciekają w popłochu. Czy oby czegoś nie spaprałem - przelatuje mi przez myśl. Gonię za nimi, dopadając tuż za drzwiami baru, chcą wrócić skąd przyszliśmy (w kierunku wschodnim). Wydłużam ręce jakby były z gumy i łapie jednego i drugiego. Ale oni już wpadli w jakąś dziwną ścianę z granatowych kafelek. W tym miejscu, w którym "przechodzili" pozostały jedynie jasnoniebieskie rozmyte jaśniejsze plamy. Chyba się udało skoro tak miało być. Budzę się, ale budzę w inny sen, chociaż jestem pewien, że to właściwe przebudzenie. Leżę w łóżku i patrzę na swoje dłonie. Mam jakieś drgawki, przebieram palcami. To chyba jakiś przytułek, noclegownia, jest tu wielu mężczyzn, wygladają na takich z problemami alkoholowymi. Po lewej przykuwa moją uwagę rozmowa dwóch facetów. Wygląda to tak jakby leżeli na jednym łózku, ten odwrócony twarzą do mnie wyraźnie dominuje rozmową i elokwencją nad drugim. Opowiada mu, że kiedyś miał kolegę, który potrafił w kilka minut przeczytać całą książkę. Demonstruje jak posługiwał się linijką w nauce szybkiego czytania. Włączam się do rozmowy bo też kiedyś kogoś takiego znałem... Gdzie ja u licha jestem?...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Z etiopskiej Księgi Henocha

wtorek, 06 października 2009 15:56
"Pierwszego dnia pierwszego miesiąca 365 roku byłem w moim domu i leżałem w łóżku pogrążony we śnie(...) I zjawiło się przy mnie dwóch ludzi, bardzo wysokich, jakich nigdy nie widziałem na ziemi; ich twarze świeciły jak słońce, ich oczy jarzyły się jak lampy, a z ich ust buchał ogień. Ich strój miał wygląd piór, ich stopy były purpurowe. Ich skrzydła świeciły bardziej niż złoto, ich ręce były bielsze niż śnieg. Stali u wezgłowia mojego łóżka i wołali mnie po imieniu".

Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

j.w.

poniedziałek, 28 września 2009 16:40

Ulica, pewne miasto. Jest ktoś obok, prowadzi mnie. Wieczór, wygląda to na ulicę pełną restauracji i kawiarenek, przed oczyma przelatują mi nazwy: Ecscess, Salim Munin. To miejsce o nazwie Salim Munin to piętrowy, ceglany, stylizowany budynek ze złoconymi lampionami w narożnikach, na górze chyba jest rownież hotel. Ktoś, kto pełni tu funkcję kronikarza-restauratora opowiada mi o tym miasteczku. To Mława, wspomina o dziejach czarnego rycerza i kogoś o imieniu Gerful. Właściciele Salim Munin są z pochodzenia litwinami...Cholera ja nigdy nie byłem w Mławie, nie znam nikogo stamtąd ani nie poznałem...Nigdy...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

j. w.

sobota, 26 września 2009 17:15

Pierwsza scena: jestem na stacji kolejowej, czekam na odjazd pociągu ale te wagony są jakieś dziwaczne. W ogóle mam wrażenie, że ta scena nie jest chronologiczna, że pojawiła się na końcu. Wagony zamieniają się w coś na kształt szaf z wieszakami. Pasażerowie zostawiają w nich swoje ubrania, niektórzy spodnie, inni różne przedmioty, kurtki. Ale to nie jest szatnia ani depozyt. Oni zostawiają te rzeczy, żeby za to nabyć bilet na pociąg. To nowa opcja kolei. No cóż skoro tak... Dworzec zmienia nieco wygląd, teraz przypomina jakby pasaż handlowy. Nie mam pieniędzy, więc też chcę kupić bilet w ten sposób na zasadzie wymiany, barteru. Mam na sobie garnitur, ale dziwacznie - nie zakładam go na wieszak, tylko wiszę razem z nim zaczepiony marynarką. Jakaś kobieta, pracownica, jakby sprzedawczyni mówi do mnie, że to ubranie jest mało wartościowe i że tego nie potrzebują. Dosyć agresywnie napiera na mnie, żebym zrezygnował. Pyta się kierowniczki z okularami na nosie, siedzącej za biurkiem o garnitur. Kierowniczka wbrew jej oczekiwaniom ruga ją, że to nie ona jest od oceny przydatności przedmiotów. To bardzo wartościowy garnitur, przyda mi się dla "kogoś tam" - mówi. Każe mi jeszcze sprawdzić czy da się odpruć podszewkę w marynarce. Pokazuję jej, że odchodzi łatwo. Niedaleko wieszaków na ubrania stoją gabloty, można tu obejrzeć i nabyć niektóre z przedmiotów. Widzę dziwny telefon, oglądam go z bliższym. Niby nowoczesny ale ciężki i gruby z dużym wyświetlaczem, zapakowany w skórzany futerał. Ogląda go też jakiś chłopak, też jest z bliższym, któremu mówię, że ten telefon jest zbyt toporny jak na bycie jakimś wyjątkowym gadżetem. Jego bliższy mówi: tak ale przecież my bogacze o tym wiemy i stać nas. Odchodzę z dziwnym wrażeniem, że też mnie uznał za kogoś bogatego a przecież nie jestem i nigdy się nie uważałem. Pewien starszy człowiek próbuje zastawić swój telefon, ale kierowniczka go nie chce przyjąć, twierdząc, że telefonów mają zabyt wiele i nie ma na nie popytu. Przestrzeń ulega zmianie, jest jeszcze chwila do odjazdu pociągu. Pasaż zdaje się być teraz restauracją. Udaję, że jestem pracownikiem, mam jakąś plakietkę, ubrany w ten sam garnitur, który próbowałem zastawić wzamian za bilet. Poprawiam ozdoby na stole, sztuczne kwiaty przy świeczniku. Kelnerki nie zwracają na mnie uwagi, więc przebranie działa. Udaje mi się przemknąć w kierunku wyjścia. Słyszę jak jakaś młoda blondynka, też chyba kelnerka rozmawia z koleżankami, siedzą przy jednym stole. Myślałam, że sołtysem jest ten a ten - mówi jedna. Tak on kontroluje i nadzoruje nas a jego właśnie on - wskazuje na mnie blondynka. Tutaj jest najważniejszy, na Uniwersytecie Jagiellońskim ktoś taki nazywa się... Wychodzę i nie słyszę już jak kończy. Sen zmienia się już go opisuję sam sobie, jednak na koniec rozmawiam z jakąś dziewczyną, którą chcę posłać po tą blondynkę. Jej oczy są jakieś dziwne, źrenice zakręcają się w łuskowate spirale....


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wrota percepcji:fragment

środa, 28 stycznia 2009 16:17
Duża firma, zakład produkcyjny, jest nas troje. Czuję, że jest ze mną bliższy. Mamy tu razem pracować. Przyprowadził mnie, a ja nie bardzo wiem czy się nadaję do tego typu mechanicznych zadań, nie pasuję. Przychodzi druga zmiana, witają się. Jeden z fantomów pyta czy jesteśmy nowi: Tak - odpowiadam - to nasz pierwszy dzień. Rozmawiają o czymś, odwracam uwagę. W rogu pomieszczenia, jakby hali dostrzegam wymyślne urządzenie grzewcze, prototyp pomalowany czerwoną farbą z kilkoma wskaźnikami...Przeskok: Biuro dyrektora, rozpoznaję dalszego, dziwię się początkowo, że znów przyjął mnie do pracy. Ale odczuwam coś, tak jestem dojrzalszy, lepiej przygotowany, potrafię udawać, grać kogoś innego...Zebranie, jest nas troje - dyrektor ja i jeszcze ktoś, jakiś niższy rangą pracownik. Dalszy rozkłada materiały, luźno porozrzucane kartki, staram się wyczytać o co w tym chodzi. Pokazuje mi pewien projekt rozkładając próbki deseni i barw, żebym dopasował właściwe do siebie, instruuje mnie jak to zrobić; co przypomina trochę układankę, lecz tu dochodzi jeszcze umięjętność kontrolowania percepcją. Przechodzimy do innego pomieszczenia, gdzie pracuje kilka osób, przy każdym stanowisku komputer. Przedstawiają mi kogoś, pytają co myślę na jego temat, czy się sprawdzi. To chłopak rok młodszy, ubrany w czarną skórę, białą koszulę, pod krawatem...

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

sobota, 25 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  12 436  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Nauka Mistrzów spisana z Kronik Akaszy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 12436

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Praca