Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 931 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wrota:fragment

sobota, 26 lipca 2008 22:03

 

 

 


magia

Istnieją, bowiem światy stworzone w śnieniu przez jednostki lub grupy ludzi, które zawierają całe miasta i okolice nieposiadające odzwierciedlenia na jawie. Są to światy stworzone z materii mentalnej, bardziej lub mniej skomplikowane. Każdy, kto przemieści swój punkt percepcji w uwadze śnienia i znajdzie się w takim miejscu może postrzegać obiekty oraz fantomy wyprojektowane przez wielu śniących. Niekiedy są to miejsca o charakterze historycznym, jakby stylizowane przeszłością, co objawia się w stylach architektonicznych, ubiorach fantomów, charakterystycznych przedmiotach. Czasem nawet jest możliwe oszacowanie epoki, do której się odwołują. Śniący docierają do takich miejsc w ciele śnienia, które na czas przemieszczenia punktu percepcji staje się wehikułem aktywnej cząstki świadomości. Mówiąc jeszcze inaczej – aktywna cząstka świadomości zostaje owinięta w podróżujące ciało śnienia. Zazwyczaj dla podmiotu, dla śniącego ten rodzaj snów, w którym aktywna cząstka świadomości dokonuje przeskoku w ciele śnienia zapada żywo w pamięci po przebudzeniu – wywołując rozdrażnienie, melancholię, stan uniesienia, tęsknotę. Sam przeskok nie jest niczym wyjątkowym, stanowi część naturalnego planu, który służy uwolnieniu napięć energii mentalnej. Ciało śnienia pełni również rolę zaworu dla tych napięć, pozwalając dokończyć pracę lub projekty rozpoczęte w pierwszej uwadze. Śnienie nie przerywa procesów świadomości, tylko przenosi je na wyższy poziom odbioru oraz nadawania. Śnienie jest wynikiem przesunięcia aktywnej cząstki świadomości do subtelnego ciała, zwanego sobowtórem. Sobowtór nie jest do końca obiektem, który można zbadać, zmierzyć lub opisać, natomiast w zasięgu każdej żywej istoty leży jego doświadczanie i odczuwanie. W każdym razie głęboka prawda tkwi w stwierdzeniu: To nie opis powinien władać percepcją, ale percepcja opisem. – Nie ma nic bardziej rzeczywistego dla podmiotu od tego, co odczuwa – a wiadomym jest powszechnie, że odczuwanie nie należy do stałych, niezmiennych kategorii.

Opiszę teraz klika, pozornie oderwanych wątków śnienia, należących do drugiego rozdziału. Zdawać się mogą zwykłymi snami, jednak nawet zwyczajny sen to tylko interpretacja doświadczeń odmiennej rzeczywistości, kiedy aktywna cząstka świadomości naturalnie przesuwa się do ciała sobowtóra. Każdy sen tego rodzaju, o którym zamierzam mówić odciska się żywo we wspomnieniach śniącego, jakby chciał, by go zapamiętano, by podmiot śnienia przyjrzał się dokładnie wszystkim obrazom. Sny tego typu opowiadają pewną historię, drugie życie sobowtóra, zadania, misje i role, jakie pełni w odmiennych rzeczywistościach i na różnych poziomach świata, w którym utkwił punkt percepcji śniącego. Kiedy śniący staje się śnionym może zdawać się, że ten drugi żywot jest znacznie barwniejszy, pełniejszy, bardziej nieskazitelny.

Przyjechałem autobusem w odległe miejsce. Budynek przystanku z niewielkiej wiaty urósł do rozmiarów monumentalnego dworca, zdolnego pomieścić setki pasażerów. W środku dostrzegłem dwie kasy biletowe. Cienie, które nazywam fantomami ludzkich postaci zaczęły tłoczyć się przede mną. Nie pchałem się do przodu, z resztą na jawie zawsze unikałem podobnych sytuacji. Nie odczuwałem potrzeby pośpiechu. Zająłem ostatnie miejsce w kolejce po lewej stronie. Wydawała się dłuższa, kasjer powolniejszy. Chwilę zawahałem się czy nie przejść do kolejki po prawej, ale zostałem na swoim miejscu. Następnie moja uwaga śnienia zaczęła przyglądać się postaci biletera, widziałem go wyraźnie, był niepodobny do fantomów, które stały posłusznie w oczekiwaniu na to, że nadejdzie ich kolej, posiadał twarz. Nagle usłyszałem, jak woła: Proszę Polaków tylko i widziałem, że sprawdza dokumenty, jak strażnik na przejściu granicznym. Kolejka przede mną skurczyła się, przeszedłem przez wąskie gardło, które tworzył ceglany, sięgający do pasa murek, ustawiony równolegle do pobielanej, wysokiej ściany. Gdy dotarłem do kasy pokazałem dokumenty, kątem oka dostrzegłem, że fantomy za moimi plecami zajęły miejsca, jakby w szkolnych ławach. A bileter zmienił się w wykładowcę. Sprawdził dokumenty i urzędniczo przystemplował. Odniosłem wrażenie pomyślnie zdanego egzaminu z poprzedniego snu. Papiery świadczyły o mnie, zwłaszcza jedna z książeczek, w której widniało moje zdjęcie oraz imię, różne od tego, które nosi śniący. Wykładowca przemówił, zwracając się do cienistych fantomów. Nie pamiętam, co mówił, jego słowa nie były skierowane do mnie.

Kilka miesięcy wcześniej również śniłem postać wykładowcy; tego typu, powtarzające się obrazy nazwałem „szkolnymi”: Znalazłem się w wielostopniowej auli, jako jeden z słuchaczy. Fantomów nie było zbyt wiele, może jeden fantom interakcji pod postacią dziewczyny, która wyraźnie starała się zwrócić czyjąś uwagę. Zajmowała jedną z wyższych ław, która tworzyła równoległy rząd, podobny do rzędów w teatrze. Wykładowca zdawał się nienaturalnie olbrzymi, nie dostrzegałem jednak wyrazistych cech szczególnych, z wyjątkiem tego, że zajmował centralne miejsce obrazu. Nie pamiętam początkowych słów, które wygłaszał do zebranych w auli. Niespodziewanie stałem się głównym bohaterem akcji, jakby oskarżonym przed sędzią. A treść oskarżenia wyrażała się w myśli: Zawiodłeś się na człowieku, nie wierzysz w człowieka. Teraz zostaniesz przez nas osądzony. Wtedy coś we mnie drgnęło, bo nie wiedziałem dlaczego mam być jedynym oskarżonym, skoro wszyscy zebrani na sali, łącznie z sędzią – wykładowcą sprawiają wrażenie mniej lub bardziej winnych. Rzuciłem więc pytanie do wszystkich: Kto nie zawiódł się na człowieku niech podniesie rękę. Większość fantomów uniosła rękę. Kątem oka dostrzegłem, że dziewczyna, która starała się zwrócić czyjąś uwagę, wyzywająco patrząc na mnie nie podnosiła ręki. Wiedziałem jednak, że coś ukrywa – prawdę. Wykładowca – sędzia wyraźnie poruszony tym manewrem wstał zza biurka, popatrzył po sali, jakby licząc podniesione prawice. Zaczął odsłaniać firany i otwierać okna znajdujące się za jego plecami. Pamiętam, że mówiłem: Panie profesorze. Zaznaczył, w przyjaznym tonie: Nie jestem profesorem. – To z przyzwyczajenia do podobnych miejsc – przepraszałem. Wykład zakończył się, gdy opuścił aulę.

Po pewnym czasie, kiedy opisywałem ten sen jako opowieść mocy, dotarła do mnie myśl, którą odrzucałem na początku: Skoro nawet Bóg zawiódł się na człowieku, jakże można oskarżać człowieka, że stracił wiarę i nadzieję w bliźnich. Bóg nie oskarża, to człowiek jest tym, który rzuca oskarżenia. Kiedy przestaniesz oskarżać staniesz się wolnym. Moc, którą tracisz rzucając oskarżenia pod adresem innych można wykorzystać na wiele sposobów. Wszyscy są winni, kiedy oskarżają, przyjemnie i wygodnie jest oskarżać, a nikt nie lubi być oskarżanym. Czasem jednak ktoś pełni rolę oskarżyciela, a czasem rolę oskarżonego. Jeśli jest tego świadomy, rola pozostaje tylko chwilowym wcieleniem, osobowością, ego. Osobowość posiada tylko tu i teraz, choć żyje wspomnieniami, niespełnionymi marzeniami, zapominając o teraźniejszości – o tym, że posiada tylko tą jedną szansę, by zachować się nieskazitelnie wobec siebie i wobec świata. Osobowość zachowuje się jak nieśmiertelna istota, wszystko wiedząca i nieomylna, niechętnie przyznaje się do błędu, natomiast ochoczo zamyka się w skończonych dogmatach lub ideach. Osobowość wzbrania się przed powrotem do dzieciństwa, do czasu nieświadomości. Tak, powrót, nawet we wspomnieniach zaprzecza jej podstawowym kategoriom. Ale osobowość jest również tarczą, która osłania wewnętrzną strukturę jaźni przed niszczycielską siłą obwiniania. Siła osobowości wiąże się z sytuacją dziejową człowieczeństwa. Osobowość jest tym lepiej uzbrojona i wyposażona im większy staje się nacisk świata zewnętrznego. Możliwości tarczy nie są jednak nieograniczone, nie może zdusić głosu aktywnej jaźni, tarcza bez wojownika to jedynie bezużyteczne narzędzie. Wojownik nie da się zamknąć i zagłodzić w szczelnie opieczętowanej warowni. Pamięta czas, kiedy nie potrzebował tarczy i jako świadoma istota współżył ze światem zewnętrznym. Tęskni za pojednaniem, ale wciąż nie potrafi opisać zbudowanego przez siebie więzienia. I widzi, że każdy rodzi się wolnym, by umrzeć niewolnikiem. Dar wolności wewnętrznej jaźni zostaje zaprzepaszczony. Dlatego duch rodzi się i umiera, aż odnajdzie źródło swej wolności. To jest jego zadanie, jego rola. Czasem tylko w szczególnych momentach ciszy i samotności duch wcielony odczuwa głęboki smutek i żal, może jeszcze nie odnalazł przyczyny, może nazywa obwinianiem, wyrzutami sumienia, ale to właśnie głos wewnętrznej jaźni. Osobowość jej nie słyszy, nie rozumie, odczuwa tylko ciężar prawdy: Człowiek sam sobie zbudował ten świat i sam może go zmienić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

www.okulta.fora.pl

piątek, 11 lipca 2008 0:33
magia








W jednym ze zjawiskowych LD, które dobrze odcisnęło się w mej pamięci, zawisłem nad otwartą księgą. Próbowałem przeczytać tytuł zaznaczony pogrubionymi i powiększonymi literami. Obraz książki przybliżył się, widziałem ją teraz wyraziście, każdą literę z osobna, każdy wyraz, nawet fakturę i odcienie postarzałego papieru, wypukłości czcionki oraz blednący miejscami tusz. Nie mogłem jednak złożyć w myślach wyrazów ani zdań w konkretny język. Gdy czytałem na głos, wychodził z tego jakiś niezrozumiały bełkot. Spróbowałem przewrócić stronę, ujrzałem swoją dłoń, w tym momencie świadomość przeżywanego snu stała się w pełni rozbudzona. Wertowałem karty książki, odróżniając obszary tekstu od zdjęć i rycin. Kiedy jednak znów chciałem odczytać kilka wyrazów z przypadkowego akapitu, tworzyły pozbawiony sensu zlepek poprzestawianych liter. Oderwałem punkt percepcji od książki, spojrzałem w lewo widząc okno znanego mi pomieszczenia, które niegdyś określiłem mianem osobistego miejsca mocy. Odczuwałem irytację oraz zwątpienie z powodu niemożności odczytania choćby ogólnego przesłania prezentowanej książki, zbudziłem się. Po chwili jednak znów ocknąłem się we śnie. Tym razem widziałem coś na kształt płynnej, wirującej powierzchni sufitu. Poczułem mentalny przekaz następującej treści: Tak, odkryłem metodę wysunięcia się ze świadomego snu wprost do ciała astralnego. Wprawienie postrzeganej płaszczyzny w wirujący, spiralny ruch. W tej samej chwili poczułem silny skurcz w okolicach splotu słonecznego oraz ostre szarpnięcie, zbudziłem się. Kilka tygodni wcześniej czytałem na forum internetowym o metodzie bezpośredniego przejścia z LD w stan eksterioryzacji. Wystarczyło w kontrolowanym śnie położyć się na ziemi lub podłodze i turlać, aż do wyjścia z obrazu śnienia w przestrzeń fizyczną, aż wyłoni się, oddzieli drugi od pierwszego.

 

Wchodząc w stan świadomego śnienia niezbędna jest umiejętność mentalnego balansu w kierowaniu uwagą, balansu między obserwatorem a kreatorem. Jeśli w zwyczajnym śnie podmiot percepcji zdaje się być jedynie biernym uczestnikiem wyreżyserowanych zdarzeń, kukiełką na scenie teatru, a zarazem widzem oraz uczniem, adeptem często niepojętej nauki, to podczas świadomego śnienia zmienia się w kreatora, kontrolującego scenerię, tło, postaci, fantomy, rzeczy i kolejność obrazów, ich jakość oraz rodzaj. Budząc się w świadomym śnie kreator odczuwa nagły powiew uwolnionej mocy, staje się często niestabilny, przekroczywszy próg masy krytycznej. Podmiot świadomego snu nie domyśla się, lecz wie: Oto jest obraz, który w pełni należy do mnie, który daje się kontrolować. Drugi przypomina pierwszemu za czym tak naprawdę tęskni; za wolnością i swobodą mentalnej kreacji ducha. Albowiem każdy przedmiot materii fizycznej posiada swój unikatowy wzorzec, odciśnięty w substancji świadomości powszechnej. Brak balansu między obserwatorem a kreatorem, brak wyczucia intencji śnienia prowadzi najczęściej do wytrącenia z delikatnego stanu odzyskania kontroli, władzy w drugiej uwadze. Złożoność, typ i gatunek świadomych snów jest miarą potencjału mocy, jakim dysponuje podmiot. Rychłe wyczerpanie uwagi śnienia spowodowane jest najczęściej mentalnymi i emocjonalnymi przeciekami, niekontrolowanymi wibracjami pierwszego, pasażera, przyzwyczajonego do pełnienia roli wolicjonalnego kierowcy. Uzyskanie równowagi między obserwatorem a kreatorem pozwala zachować przynajmniej część energii na zgłębianie odleglejszych obszarów i możliwości świadomego snu. Istnieją bowiem dwa etapy: bliższe oraz dalsze podróże w nieznane. Lucid Dreams otwierają pierwsze wrota do nieskończoności. Nie są jednak celem samym w sobie, ale przejściem odsłaniającym szkielet alternatywnych rzeczywistości.

Nadmiar energii powoduje przemęczenie, przeładowanie systemu zmiennymi; każdy nadmiar prędzej czy później musi wywołać niedobór. Rzeczywistość jest aspektem świadomości, nawet w stanie mentalnego spoczynku dokonywane są nieustanne przeróbki, manipulacje prowadzące do konkretnych zdarzeń. Osobowa jaźń nie jest w stanie pojąć, ogarnąć wszystkich mechanizmów umysłu – wie tylko tyle, ile potrzeba jej do sprawnego funkcjonowania, albowiem nadmiar jest równie szkodliwy, może nawet bardziej niż niedobór. Wszystko jest ze sobą połączone, podmiot percepcji, rzeczywistość, każdy byt w  zewnętrznym otoczeniu. Jeśli uważasz, że to przypadek, posiłkując się abstrakcyjnymi określeniami w rodzaju: zbieg okoliczności, przeznaczenie, los – mylisz się. Twoje postrzeganie nie jest abstrakcją, zawiera się w każdym tu i teraz. Możesz myśleć, że stoi za tym jakiś niepojęty, ogromny mechanizm, ale nie masz pewności kreując jedynie kolejny mentalny opis, interpretację w obliczu zebranych informacji. Ani jednak dane nie są rzetelne, ani fakty niepodważalne. Wszystko, co wiesz, to jedynie opis, schemat, czytając książkę składasz litery w wyrazy, wyrazy w zdania, używając przyswojonych reguł językowych, gdy jednak zabraknie wiedzy, znajomości reguł, litery zmieniają się w niezrozumiały szum. Oto potęga jakiej umysł podlega, opierając się na ustalonym zbiorze zasad interpretujących percepcję. Rzeczywistość nie jest językiem, ani żadnym opisem; rzeczywistość jest szumem swobodnej świadomości.

Śnię każdej nocy o wolnym człowieku, o tym, że nadejdzie czas wolnego, nieskrępowanego ducha. Kiedy nikt nikomu nie będzie narzucał swoich przekonań, swoich systemów opisu. W którym każdy będzie mógł oznajmić: Oto koło jest kwadratem, który przedstawia obraz trójkąta. W którym język przestanie odgrywać wiodącą rolę medium komunikacji, a  moc stanie się źródłem wszelkiej niezbędnej wiedzy. Z takiego świata pochodzę, z odmiennych układów galaktycznych, z Królestwa Światła. Tam, gdzie jest źródło i początek każdej świadomej istoty. Śnię każdej nocy i dostrzegam zwiastun wolnego człowieka, wojownika bez formy, Wojownika Światła. Gdyby nie śnienie nie potrafiłbym zebrać rozproszonej energii na przetrwanie kolejnego dnia w niewoli iluzji. Śnienie jest azylem wolnej duszy, otwartym polem działania. Tutaj jest rola i powołanie, by wzniecić w duchu człowieczeństwa nową rewolucję. Wszystko niebawem nastąpi, czego staniesz się świadkiem i pełnoprawnym uczestnikiem. Albowiem to jest ostatni czas dla trwania w eonie formy; przemiany należy oczekiwać od wewnątrz, z kierunku głębi jaźni; nie zaś po tym, co dzieje się w zewnętrznych obszarach percepcji.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Siódmy Krąg:fragment

środa, 09 lipca 2008 20:25
                                                                   


Gdy spoglądasz na Słońce w zenicie - powiadał - nieosłoniętym okiem. Blask jego razi twe źrenice i sprawia ból. Wtedy, jeśli nie przymkniesz powieki, lub nie skierujesz spojrzenia w inną stronę, uszkodzisz wzrok nieodwracalnie. Podobnie ma się sprawa z żywym ogniem. - Można odczuć, że ciepło, które wydziela, wywoła oparzenie, jednak póki nie wetknie się dłoni do ogniska, nic takiego się nie stanie. Istnieje, więc rodzaj, o którym wiemy jedynie pośrednio, że jest. Lecz wejrzeć głębiej i dotknąć jego istoty nie możemy. Tak pojawia się zasada, którą można sformułować i poddać próbie. A tyczy się ona świata niepoznawalnego, o którym nie wiemy z całkowitą pewnością, że istnieje, a który przeczuwamy i wypatrujemy. Oto królestwo bogów, przez których wszystko się objawia człowiekowi takie samo lub podobne. Materia i forma - strumień uniwersalnych prawideł.



Na początku było Światło, całe jednolite i jednobarwne, które obejmowało wszystko. W nim narodziło się Słowo, jako myśl, stworzenie i trwanie, porządek wszechrzeczy. I było Światło Słowem, a gdy spojrzało po za siebie ujrzało wielką pustkę. Rzekło wtedy: Uczyńmy świat i wypełnijmy go ruchem. - Stało się, powstał pierwszy byt, czas, przestrzeń i prawo. A wszystko w jednej chwili, potrafiło uczynić kopię z siebie i oddawać, co zostało mu dane. Tak, że powraca do pierwszego źródła i jak powstało przez przyczynę staje się samo przyczyną.

I było Światło jednością, a co stworzyło, posiadało jego znak, lecz poczuło w sobie brak i niedostatek, wyraziło go Słowem. Rzekło: Niechaj pojawi się jasność, i powstały pierwsze gwiazdy, które zaczęły gromadzić się i dzielić. Odtąd wiadomo, że co zrodzone ze Światła jest jemu podobne i podobne sobie. Jako całość wszechświat to jedność stworzenia, które wyszyło ze Światła i Słowa. A przy końcu wszystko będzie, jak było na początku. Gdy wypełni się cykl wcieleń, powstawania i ginięcia. Bowiem cokolwiek jest - posiada w sobie zalążek i cechę, która prowadzi do kresu. Od pierwszego ruchu, pierwszego Słowa, które stało się w Świetle. Rzekło: Choć jestem czystą świadomością, zbuduje wszechświat nieświadomy siebie, który zacznie się w jedności i podzieli. I nie zazna spokoju, a ruch nie ustanie póki nie odnajdzie na powrót miejsca, z którego wyszedł. Tak odrodzi się w Świetle, mimo, że był jego przeciwieństwem. A świat będzie księgą, w której zapisane wszystko zostanie na wieczność. I będzie mieszkaniem bytu, które w ruchu szuka spoczynku i ukojenia.



Potem powstała otchłań praoceanu, niezmierzona głębia, a w niej wir, który wszystko przemienia. I rzekł: Niech się stanie we mnie moc tworzenia i niech powstanie pierwsza świadomość, która wyjdzie z praoceanu. Tak też się stało i powstało świadome życie. Z pierwotnej wody, która znalazła schronienie w żywej tkance. A nazywa się Naturą, jedność, która łączy to, co ożywione z tym, co staje się źródłem i podłożem. Oto Natura jest odbiciem pierwszej przyczyny, aż po kres, który uczyni pierwsza świadomość ogarniając wszystko, z czego się wyłania. Jedność w wielości, aż to, co stanowi element utraci odrębność i rozpłynie się z powrotem w praoceanie. Jako część Światła, które urzeczywistnia się w Słowie przez oddzielenie, by znów odnaleźć drogę do pojednania. Tak powstaje wartość, najpierw samoistna teza, która przechodzi w antytezę, a na koniec staje się syntezą, nowym początkiem.

Natura jest mieszkaniem Ducha. A Duch to znak, że synteza się dokonała i dokonuje nieustannie. To ruch w kierunku Światła, które ujawnia się w Słowie. Aż po kres, gdy każdy byt ogarnie samoświadomość i wybawione zostanie wszystko, co jest, jak było przed powstaniem. Takie jest spełnienie w Duchu.

A wiele jest stopni świadomości i wiele jej przejawów. Jedne rzeczy poruszają, a inne są poruszane; jedne mocą Ducha, inne samoistnie, jako jego przyczyna. Podobnie, jak z jasnością, raz jest silniejsza, raz słabsza, przytłumiona, gdy spotyka opór, lub niemożliwa do ujrzenia. Gdy jednak się pojawia, to za jej sprawą wszystko może się przemienić. A doliny wzrastają na podobieństwo szczytów, które otacza bezmiar morza.

W Naturze objawia się reguła Światła, która brzmi: tworzenie. A wszystko przez nią jest określone i posiada cel - byt, który istnieje ze względu na tworzenie, by urzeczywistnić byt samoistny, wartość względna, by stać się bezwzględną.

W świadomości narodził się pierwszy człowiek i był władcą w świecie, który zbudował. A składał się z duszy i ciała, choć na początku był tylko duszą. I usłyszał w sobie głos, nim z czystej formy przybrał postać ożywioną tchnieniem: Oto staniesz się posłańcem, który poprowadzi zastępy żywych i umarłych. Tak powstanie państwo i jego panowanie. Światło przeniknie dwa światy, jak było na początku. I na powrót staną się jednym. Aż do ostatniej ofiary, która zostanie poświęcona i wyzwolona. Aż widzialne będzie, co było niewidzialne, istotne, co nie posiadało istoty.



Potem wśród ludzi objawił się posłaniec, by dać świadectwo prawdzie. A pokazywał się pod wieloma postaciami i w różnym czasie. Zawsze, gdy było go potrzeba, o odpowiedniej porze. I nosił wiele imion, jak wiele jest języków na świecie. Tylko omijał te narody, które skazane zostały na ślepotę, by nigdy nie mogły się na nim poznać. I Światło podzielili między siebie, jedno, zwrócone ku jedności, drugie podzielone, dzieło złudzenia. A wszystko było wiadome już na początku, że musi się wydarzyć. Powstało Światło Prawdy i światło fałszu, a z nim ten, który zwodzi, gdy mówi: lux ferro. Wtedy przez posłańca poznał człowiek siedemdziesięciu dwóch aniołów, które strzegą praw wszechświata. A każdy posiada swoją dziedzinę i ukazuje się w jej cechach istotnych. To promienie Światła, które zostały rozszczepione przez materię, czas i przestrzeń. I tylko posłaniec może je na powrót skupić w jednolitą całość. Jak niewidoczna soczewka - jasność wszystkich gwiazd, jakie były, są i jeszcze się pojawią.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Fragment; Wrota

wtorek, 08 lipca 2008 1:37

Mniej więcej w tym czasie pojawiły się u mnie objawy, które później nazwałem śnieniem. Pogrążałem się w swoim własnym świecie dziecięcych marzeń i baśni. Rzeczywistość zdawała mi się być baśnią, a jednak była sobą. Pierwszy kolorowy telewizor w domu żywo podsycał plastyczną wyobraźnię namacalnymi barwami. Cała rzeczywistość nabrała nowego wymiaru, wymiaru baśni – świat nagle zaczął być przyjemny, zaczął mnie interesować, stawałem się dostępny dla mocy. Lecz nie była to zwyczajna rzeczywistość, a ta, za którą zawsze tęskniłem – rzeczywistość baśni, potęga ludzkiej wyobraźni. Zasmakowałem w tym świecie. Oczy dziecka nie potrafią jeszcze patrzeć, one widzą i odczuwają, one widzą i wiedzą, choć nie potrafią tej wiedzy opisać ani przekazać. Dzieci to istoty magiczne, w dzieciństwie zaczyna się osobista opowieść o mocy każdego człowieka.

Tak go nazwałem dopiero po latach, idąc za przykładem innych – wysłannik śnienia. Poszukiwałem przypomnienia, wszystkie drogi prowadziły mnie do przypomnienia, aż odkryłem go ponownie, mogłem sobie wyobrazić, mogłem opisać. Był prawdziwy, a nie - wymyślony, osobisty, ale powszechny, tajemny, ale odkryty. Nie zwracałem na niego uwagi, wymazałem wspomnienia, jako nic nieznaczący epizod. Ale on odwiedzał mnie wielokrotnie, uczył tego, o czym w świecie ludzi nie mogłem się dowiedzieć. Uczył mnie o mocy, która jest w człowieku, zarzucał haczyk i pozostawił ślad, bym w dorosłym życiu mógł wybrać: wolność albo zniewolenie, zguba albo Życie. Lękałem się jego odwiedzin, a jednak spodziewałem się, że przyjdzie i przychodził zabierając mnie do baśniowego, kolorowego świata. Był moim przewodnikiem, przywoływałem go, a on się pojawiał w śnieniu. Przyciągała go moja nieskazitelność, którą musiałem jednak utracić, aby odzyskać. I zacząć od nowa w punkcie, w którym skończył mnie uczyć wysłannik śnienia.

    Wyglądał niepozornie, dziecięcy wzrost, ale poważne rysy twarzy, chociaż nie mogę sobie przypomnieć, bym spojrzał bezpośrednio w jego twarz. Ukazywał mi się w śnieniu po prawej stronie, na granicy pola widzenia. Dziś pokusiłbym się o stwierdzenie, że: Kontrolował moją uwagę śnienia od początku do końca trwania sesji. – Kontrolował, ale w ten sposób, że się nie opierałem – w każdym razie na tym etapie nie mógł mnie do niczego zmusić. Działał rozmyślnie i konsekwentnie, zarzucił przynętę w postaci baśniowego, onirycznego świata, do którego zawsze miałem słabość. To był dziecięcy wysłannik śnienia, przynajmniej w takiej formie mi się pokazywał. Przyciągał moją uwagę, ale nie przerażał, prowadził mnie przez dwie pierwsze bramy śnienia, budził drugą uwagę przesuwając nieznacznie punkt percepcji. Sesje się powtarzały w tym samym schemacie: Zapadałem w mocny, głęboki sen, a kiedy zjawiał się wysłannik przesuwał moje ciało śnienia przez pokój, korytarz, do łazienki. Lecz wtedy jeszcze była to moja interpretacja snu, nie postrzegałem ani pokoju, korytarza czy łazienki, jako rzeczywistych, znanych z pierwszej uwagi. Łazienka zmieniała się w windę, a ponieważ mieszkałem wtedy na trzecim piętrze wysłannik śnienia oznajmiał mi, że można zjechać trzy pietra w dół i jednocześnie bezstronnie pytał, które piętro wybieram. Zazwyczaj decydowałem się na pierwsze lub drugie poniżej poziomu mojego mieszkania. Najbardziej odpowiadały mi baśniowe, niezmierzone krainy, opowieści pełne baśniowych postaci pierwszego i drugiego piętra. Te z drugiego były bardziej wyraziste, ich barwy bardziej nasycone, ogniste, rozbudowane w niezliczone wątki. Każdą taką baśń postrzegałem zaraz po otwarciu drzwi windy na pierwszym lub drugim poziomie, jako bańkę zapełnioną obrazami, te obrazy tworzyły ciąg zamkniętego wątku śnienia. Wysłannik śnienia mówił wtedy, że mogę sobie wybrać wątek wedle życzenia, a znajdę się w nim, jako bohater i widz, będę go śnił. Wiele razy wybierałem drugi poziom z jego żywymi, nasyconymi wątkami. W ten sposób wysłannik śnienia osaczył i oswoił  moją uwagę śnienia. Pewnego razu zgodziłem się byśmy zeszli na trzeci, najniższy poziom, odczuwałem niepokój, jednak zaufanie, jakim wtedy darzyłem wysłannika i naturalna ciekawość przeważyły. Nie zdecydowałem się więc na żaden wątek śnienia z drugiego poziomu. Lecz tym razem wysłannik nic nie mówił, po prostu winda się zatrzymała a moja uwaga w jednej chwili patrzyła na okno pokoju, w którym spałem, z perspektywy ptaka, zawieszona tuż pod sufitem. Za pierwszym razem natychmiast się przebudziłem z uczuciem lęku i przerażenia. Wiedziałem jednak, że wysłannik pojawia się tylko raz – wtedy, gdy zapadam w pierwszy sen, po przebudzeniu w środku nocy nigdy mnie nie odwiedzał.

Następnym razem, gdy zawisłem pod sufitem, unieruchomiony i na tyle spokojny, by się nie zbudzić, powiedział: Tam, za oknem jest świat, po którym możesz podróżować i poruszać się. – W chwili, gdy usłyszałem te myśli moja uwaga zaczęła przesuwać się wzdłuż sufitu, w kierunku okna, lecz wolą sprzeciwiałem się temu ruchowi, przerażał mnie, był nienaturalny. Wiele razy wykonywałem próbę ruchu, kierowany dziecięcą ciekawością świata na zewnątrz, lecz za każdym razem, gdy zbliżałem się do wyjścia z pokoju, w mieszkaniu na trzecim piętrze, strach narastał i doprowadzał do przebudzenia. W pokoju otaczały mnie ściany, sufit służył za podporę uwagi śnienia, a okno było bramą do czegoś, co przekraczało moją ówczesną zdolność pojmowania. Odczuwałem niesamowity ruch na zewnątrz pokoju, słyszałem przejeżdżające drogą samochody, widziałem żółtawe światła latarni, ale nie byłem gotów na poznawanie świata w uwadze śnienia, bałem się, że mnie pochłonie i że nie będę mógł wrócić, przebudzić się. Za każdym razem, kiedy rozpędzony trafiałem w okno uwagą śnienia, budziłem się zlany potem.

Dopiero po latach dowiedziałem się, że jedynym sposobem na odzyskanie kontroli śnienia było odprawienie wysłannika, bo to jego siła wprawiała mnie w ruch i otworzyła przede mną trzecią bramę śnienia. Nie przypadkowo wysłannik śnienia wybrał znany mi obraz windy, jako metafory abstrakcyjnego pojęcia bram śnienia. Wtedy nie wiedziałem kim był, nie przedstawiał się, lecz niewątpliwie posiadał świadomość i wiedzę, której jako dziecko nie mogłem odmówić, mimo lęku i blokad. Jego wiedza przemawiała do mnie, bo nie była ani dobra ani zła, lecz prawdziwa. Wtedy dokonałem wyboru, a wysłannik śnienia już więcej się nie pojawił, właściwie zapomniałem o tych zdarzeniach wraz z zakończeniem etapu pierwszej siódemki. Ale dziś wiem, że wywarł na mnie ogromny wpływ, że to była jego istotna intencja, bym sobie przypomniał i sam zaczął poszukiwać tego, co mi pokazał, bym odzyskał władzę uwagi śnienia w trzeciej bramie. To była intencja mocy, nieskończoności, której podlega każda świadoma istota.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Fragment>Wrota

wtorek, 08 lipca 2008 0:46


Opiszę teraz klika, pozornie oderwanych wątków śnienia, należących do drugiego rozdziału. Zdawać się mogą zwykłymi snami, jednak nawet zwyczajny sen to tylko interpretacja doświadczeń odmiennej rzeczywistości, kiedy aktywna cząstka świadomości naturalnie przesuwa się do ciała sobowtóra. Każdy sen tego rodzaju, o którym zamierzam mówić odciska się żywo we wspomnieniach śniącego, jakby chciał, by go zapamiętano, by podmiot śnienia przyjrzał się dokładnie wszystkim obrazom. Sny tego typu opowiadają pewną historię, drugie życie sobowtóra, zadania, misje i role, jakie pełni w odmiennych rzeczywistościach i na różnych poziomach świata, w którym utkwił punkt percepcji śniącego. Kiedy śniący staje się śnionym może zdawać się, że ten drugi żywot jest znacznie barwniejszy, pełniejszy, bardziej nieskazitelny.

Przyjechałem autobusem w odległe miejsce. Budynek przystanku z niewielkiej wiaty urósł do rozmiarów monumentalnego dworca, zdolnego pomieścić setki pasażerów. W środku dostrzegłem dwie kasy biletowe. Cienie, które nazywam fantomami ludzkich postaci zaczęły tłoczyć się przede mną. Nie pchałem się do przodu, z resztą na jawie zawsze unikałem podobnych sytuacji. Nie odczuwałem potrzeby pośpiechu. Zająłem ostatnie miejsce w kolejce po lewej stronie. Wydawała się dłuższa, kasjer powolniejszy. Chwilę zawahałem się czy nie przejść do kolejki po prawej, ale zostałem na swoim miejscu. Następnie moja uwaga śnienia zaczęła przyglądać się postaci biletera, widziałem go wyraźnie, był niepodobny do fantomów, które stały posłusznie w oczekiwaniu na to, że nadejdzie ich kolej, posiadał twarz. Nagle usłyszałem, jak woła: Proszę Polaków tylko i widziałem, że sprawdza dokumenty, jak strażnik na przejściu granicznym. Kolejka przede mną skurczyła się, przeszedłem przez wąskie gardło, które tworzył ceglany, sięgający do pasa murek, ustawiony równolegle do pobielanej, wysokiej ściany. Gdy dotarłem do kasy pokazałem dokumenty, kątem oka dostrzegłem, że fantomy za moimi plecami zajęły miejsca, jakby w szkolnych ławach. A bileter zmienił się w wykładowcę. Sprawdził dokumenty i urzędniczo przystemplował. Odniosłem wrażenie pomyślnie zdanego egzaminu z poprzedniego snu. Papiery świadczyły o mnie, zwłaszcza jedna z książeczek, w której widniało moje zdjęcie oraz imię, różne od tego, które nosi śniący. Wykładowca przemówił, zwracając się do cienistych fantomów. Nie pamiętam, co mówił, jego słowa nie były skierowane do mnie.


Kilka miesięcy wcześniej również śniłem postać wykładowcy; tego typu, powtarzające się obrazy nazwałem „szkolnymi”: Znalazłem się w wielostopniowej auli, jako jeden z słuchaczy. Fantomów nie było zbyt wiele, może jeden fantom interakcji pod postacią dziewczyny, która wyraźnie starała się zwrócić czyjąś uwagę. Zajmowała jedną z wyższych ław, która tworzyła równoległy rząd, podobny do rzędów w teatrze. Wykładowca zdawał się nienaturalnie olbrzymi, nie dostrzegałem jednak wyrazistych cech szczególnych, z wyjątkiem tego, że zajmował centralne miejsce obrazu. Nie pamiętam początkowych słów, które wygłaszał do zebranych w auli. Niespodziewanie stałem się głównym bohaterem akcji, jakby oskarżonym przed sędzią. A treść oskarżenia wyrażała się w myśli: Zawiodłeś się na człowieku, nie wierzysz w człowieka. Teraz zostaniesz przez nas osądzony. Wtedy coś we mnie drgnęło, bo nie wiedziałem dlaczego mam być jedynym oskarżonym, skoro wszyscy zebrani na sali, łącznie z sędzią – wykładowcą sprawiają wrażenie mniej lub bardziej winnych. Rzuciłem więc pytanie do wszystkich: Kto nie zawiódł się na człowieku niech podniesie rękę. Większość fantomów uniosła rękę. Kątem oka dostrzegłem, że dziewczyna, która starała się zwrócić czyjąś uwagę, wyzywająco patrząc na mnie nie podnosiła ręki. Wiedziałem jednak, że coś ukrywa – prawdę. Wykładowca – sędzia wyraźnie poruszony tym manewrem wstał zza biurka, popatrzył po sali, jakby licząc podniesione prawice. Zaczął odsłaniać firany i otwierać okna znajdujące się za jego plecami. Pamiętam, że mówiłem: Panie profesorze. Zaznaczył, w przyjaznym tonie: Nie jestem profesorem. – To z przyzwyczajenia do podobnych miejsc – przepraszałem. Wykład zakończył się, gdy opuścił aulę.

Po pewnym czasie, kiedy opisywałem ten sen jako opowieść mocy, dotarła do mnie myśl, którą odrzucałem na początku: Skoro nawet Bóg zawiódł się na człowieku, jakże można oskarżać człowieka, że stracił wiarę i nadzieję w bliźnich. Bóg nie oskarża, to człowiek jest tym, który rzuca oskarżenia. Kiedy przestaniesz oskarżać staniesz się wolnym. Moc, którą tracisz rzucając oskarżenia pod adresem innych można wykorzystać na wiele sposobów. Wszyscy są winni, kiedy oskarżają, przyjemnie i wygodnie jest oskarżać, a nikt nie lubi być oskarżanym. Czasem jednak ktoś pełni rolę oskarżyciela, a czasem rolę oskarżonego. Jeśli jest tego świadomy, rola pozostaje tylko chwilowym wcieleniem, osobowością, ego. Osobowość posiada tylko tu i teraz, choć żyje wspomnieniami, niespełnionymi marzeniami, zapominając o teraźniejszości – o tym, że posiada tylko tą jedną szansę, by zachować się nieskazitelnie wobec siebie i wobec świata. Osobowość zachowuje się jak nieśmiertelna istota, wszystko wiedząca i nieomylna, niechętnie przyznaje się do błędu, natomiast ochoczo zamyka się w skończonych dogmatach lub ideach. Osobowość wzbrania się przed powrotem do dzieciństwa, do czasu nieświadomości. Tak, powrót, nawet we wspomnieniach zaprzecza jej podstawowym kategoriom. Ale osobowość jest również tarczą, która osłania wewnętrzną strukturę jaźni przed niszczycielską siłą obwiniania. Siła osobowości wiąże się z sytuacją dziejową człowieczeństwa. Osobowość jest tym lepiej uzbrojona i wyposażona im większy staje się nacisk świata zewnętrznego. Możliwości tarczy nie są jednak nieograniczone, nie może zdusić głosu aktywnej jaźni, tarcza bez wojownika to jedynie bezużyteczne narzędzie. Wojownik nie da się zamknąć i zagłodzić w szczelnie opieczętowanej warowni. Pamięta czas, kiedy nie potrzebował tarczy i jako świadoma istota współżył ze światem zewnętrznym. Tęskni za pojednaniem, ale wciąż nie potrafi opisać zbudowanego przez siebie więzienia. I widzi, że każdy rodzi się wolnym, by umrzeć niewolnikiem. Dar wolności wewnętrznej jaźni zostaje zaprzepaszczony. Dlatego duch rodzi się i umiera, aż odnajdzie źródło swej wolności. To jest jego zadanie, jego rola. Czasem tylko w szczególnych momentach ciszy i samotności duch wcielony odczuwa głęboki smutek i żal, może jeszcze nie odnalazł przyczyny, może nazywa obwinianiem, wyrzutami sumienia, ale to właśnie głos wewnętrznej jaźni. Osobowość jej nie słyszy, nie rozumie, odczuwa tylko ciężar prawdy: Człowiek sam sobie zbudował ten świat i sam może go zmienić.

Istnieje pamięć snów i śnionych obrazów, umieszczona w sąsiedztwie pamięci pierwszej uwagi. To pamięć śniącego ciała, odpowiedzialnego za przemieszczenia punktu percepcji, aktywnej cząstki świadomości. Uruchamiając archiwa tej pamięci można odtworzyć unikalne ruchy śniącego ciała, z podróży do innych światów. Każdy sen może zostać przypomniany, śniące ciało zapamiętuje każdy najmniejszy ruch aktywnej cząstki świadomości do nowego położenia. Ten szczególny rodzaj pamięci stanowi skarbiec drugiego żywota, rolę wewnętrznej jaźni. Kiedy pierwszy łączy się z drugim w śnieniu, kiedy śniący staje się śnionym, istota człowieka jest bliska odzyskania wolności w poczuciu pełni. Pamięć śniącego ciała, to archiwum kontaktów śniącego ze śnionym, osobista książeczka każdego człowieka, w której zapisane zostało tajemne imię sobowtóra. W stanie wyciszenia, tuż przed zaśnięciem możliwe jest samoczynne uruchomienie tych zasobów, swoista rekapitulacja śniącego ciała. Wtedy śniący przywołuje pamięć śnionego przed kolejną podróżą. Jedną z ról śnionego jest funkcja zwiadowcy, w której posługuje się fantomami śnienia, wiązkami świetlistej istoty. Śniony posługuje się fantomami śnienia przed wykonaniem ruchu w nieznane. Sondują dla niego nowe obszary, przygotowują posłanie, ściągając uwagę aktywnej cząstki świadomości. Fantomy śnienia stanowią ochronę przed niekontrolowanym ruchem śniącego ciała; są wskaźnikami na mapie jego podróży. Nie ma ustalonej liczby fantomów w roli zwiadowców, wiele zależy od stanu połączenia między śniącym a śnionym. Osobiście nie widziałem jednocześnie więcej niż czterech. Nie oznacza to jednak czterech odrębnych wiązek świetlistej istoty, ale cztery odgałęzienia jednej wiązki. Rozwój fantomów śnienia jest ściśle związany z celowym, wolicjonalnym i intencjonalnym rozwojem połączenia między śniącym a śnionym. Bez woli oraz intencji, wyrażonej w pierwszej świadomości fantomy rzadko opuszczają znane obszary, pozbawione niezbędnego zapasu energii. Wyczerpanie zapasu energii równoznaczne jest z wyczerpaniem uwagi śnienia – z zerwaniem połączenia między śniącym a śnionym. Wskaźnikiem dostępności wolnej energii jest długość, rodzaj oraz zakres trwania tego połączenia. Począwszy od tzw. świadomych snów, a skończywszy na zamierzonym, celowym wpływaniu na obiekty lub zdarzenia, kiedy śniący zamienia się ze śnionym rolami. To, że zamiana ról jest możliwa wydaje się naturalną konsekwencją istnienia relacji śniący – śniony. Nie byłem świadkiem podobnego zjawiska, choć widziałem śniącego z pozycji śnienia. Nie przedstawiam przypuszczeń, a staram się zestawić doświadczenie, zgromadzoną wiedzę oraz trzeźwe myślenie w przystępny język opisu, który nie zmieni się w bełkot, zrozumiały jedynie dla autora, gdyż posiada odniesienie do języka używanego i stosowanego w tej dziedzinie. Oczywiście dla obeznanych, choćby pobieżnie, z tematem rozszyfrowanie używanych terminów nie powinno nastręczać trudności, zwłaszcza przy obecnej dostępności materiałów źródłowych. Jednak nie można mieć złudzeń, co do tego, że opis pozostanie tylko opisem, choćby silił się i kandydował do panteonu naukowej aksjologii. Każdy język jest dobry i właściwy, jeśli zamierza opisywać prawdę, a z drugiej strony nic nie może uchronić języka przed zafałszowaniem interpretacji. Natomiast w dziedzinie kontaktów między śniącym a śnionym najlepszym kryterium jest potencjalna sprawdzalność, doświadczenie. Coraz powszechniejsze i bardziej dostępne stają się publikacje, warsztaty, seminaria, pozbawione konotacji i ambicji religijnych, skąd każdy wolny i nieskrępowany adept może samodzielnie i rzetelnie ocenić, sprawdzić „na własnej skórze”, nauczyć się pewnych technik wpływania na drugą uwagę śnienia, na połączenie między pierwszym wcieleniem, a ubraniem eterycznego lub astralnego sobowtóra. Myślę, że ewolucyjną powinnością wszystkich ludzi jest doskonalenie w sferze ducha, bezpieczne odkrywanie nieznanych możliwości ciała i umysłu. Nikt nie żyje dla siebie, a dla wspólnego celu – rozwoju człowieczeństwa. Największym grzechem ludzkości może okazać się przedkładanie ideowej, wyuczonej dogmatyki opisu nad pragnienie poznania i doświadczenia. Strach przed nieznanym nie oznacza, że nieznane nie leży w zasięgu, w zakresie powinności wobec archetypu życia, sensu istnienia. Wszyscy uznani przywódcy duchowi ludzkości zdają się zmierzać do wspólnego przesłania: Wiara czyni cuda – wiara, która jest wiedzą, bo czerpie ze źródła świetlistej istoty; wiara, która staje ponad opisem, ponad rozumem, jako wyższa świadomość.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 22 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  12 427  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

Nauka Mistrzów spisana z Kronik Akaszy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 12427

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl