Bloog Wirtualna Polska
Są 1 132 592 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Wrota

poniedziałek, 29 września 2008 12:12
Jestem w Azji, budynek w tropikach, jakby ambasada. Dostrzegam flagę, percept Republiki Wietnamu. Widzę procesję, delegację przystrojoną w odświętne stroje. Pochód z ambasady jest zagrożony, ktoś ich atakuje. Percept: Zmierzają na igrzyska narodów, muszą kryć się, nie mogą przejść. Złote turbany, instrumenty, korona ich przewodnika zostaje utracona. Spójrz na ich godło, brak jednej gwiazdy. Niechaj przemienią swoje godło, niechaj nabierze błękitu barwę. Białe staną się ich szaty. Przeciskają się przez wąskie gardło, wychodzą na bezpieczny szlak; wszystko zostało zachowane, co utracili, nawet pieśń ich przewodnia... Gdy rankiem włączyłem telegazetę mogłem przeczytać: Kilkadziesiąt osób w Wietnamie zginęło w powodzi po przejściu tajfunu...
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wrota fragment

czwartek, 18 września 2008 13:27

 

 

 

magia

(...)Przejście w stan snu bez utraty świadomości. – Ogromne ciśnienie w uszach, niemal nie do zniesienia. Sprawdzam połączenia. Pojawia się bliższy, raczej jego percept, nie dostrzegam wyraźnych obrazów. – Powierz mi zadania, poszukuję misji – nadałem otwartym kanałem. – Widzę sad pełen dojrzewających jabłoni – to dalszy, przecież jest ogrodnikiem. Nie wiem, czy nadaję się do takiej pracy – odpowiedziałem. Poszukuję raczej czegoś kreatywnego, nie mechanicznego, wymagającego woli oraz nieskazitelnej intencji.

Drugie przejście, podobne, tej samej nocy: Misterny obraz, rzekłbym mandala. Interpretator orzeka, że to wizualizacja czakry. Pojawia się percept – tak wygląda sześć koron, szósta korona. Interpretator potrafi jednak zwodzić, zwłaszcza w stanie świadomego snu. Odczuwam przesunięcia, jakbym nie mógł chwycić namiaru, ustalić kierunku. Nagle sygnał ostrzegawczy – obecność!! Odpowiadam: Nie szukam kontaktu, jestem samotnym podróżnikiem. Czy doprawdy w tam nigdzie nie ma azylu, miejsca odpoczynku? – Odczuwam zawód, emiter jest wszechobecny, łączy wszystko ze sobą, odrębność, oddzielność świadomości to złudzenie(…)

(…) Zasnąłem? – Nie, obudziłem się, jestem przebudzony, mam otwarte oczy, dostrzegam szczegóły pokoju. Telewizor włączony, powinienem przyciszyć dźwięk. Nie, jest wyłączony. Ocknąłem się, a teraz? – Test rzeczywistości, więc teraz tu, lecz tam tuż przed momentem było całkiem rzeczywiste, nawet bardziej niż cokolwiek tu, podobne a jednocześnie odmienne. Zatem tak musi wyglądać przesunięcie z zakotwiczeniem. Samo przesunięcie punktu zbornego nie dezorientuje w ten sposób, nie pozbawia tła, tożsamości, nie wymazuje odniesienia. Jeśli nieznaczne przesunięcie z zakotwiczeniem wywołuje tak porażający odcisk w świadomości, w sposobie postrzegania, to jakże realne musi być przejście do któregoś z równoległych, niezależnych światów(…)

(…) Miejsce dobrze znane, siedzę w aucie, czekam na mamę aż wyjdzie z pracy. Początek września, słoneczny, lepki, wilgotny dzień. Słucham radia. – Zaraz, przecież dokładnie tutaj przed dwoma laty spotkałem twarzą w twarz sprzymierzeńca. – I co teraz? – Zapytał. Wówczas dostrzegłem jedynie detale opisu, zewnętrzną maskę. Czy doprawdy sądzisz, że sprzymierzeniec objawia się pod postacią matrycy, twojego wyobrażenia matrycy, istoty skąpanej w świetle? – Przywołam go, jestem w miejscu mocy, dogodnym, teraz wiem, jestem pewien. Niech się objawi, będę gotów, czemu by nie spróbować, czemu nie wpadłem na to wcześniej, dopiero teraz? – Minęło kilka minut, myśli znów zaczęły rozbiegać się zwyczajnym, leniwym, jałowym torem. – Ludzie przechodzą po obu stronach jezdni, nie zwracam szczególnej uwagi, co dzieje się na zewnątrz. Chwila, dostrzegam jakiś błąd w programie: Zbliża się po lewej, starsza kobieta, właściwie nie potrafiłbym określić jednoznacznie jej wieku. Błądzi wzrokiem, przystaje, chwieje na nogach, gestykuluje. – Pierwsza myśl: Ależ zaprawiona w boju…- Sięga do reklamówki, jakby sprawdzała czy czegoś nie zgubiła. Poprawia grube okulary na nosie, jest tuż obok, po drugiej stronie ulicy. Jeszcze kilka kroków, znów zatrzymuje się, zagląda do torby, liczy na palcach – raz, dwa. – Druga myśl: Może niepełnosprawna. – Minęła kolejna chwila. – Nie, jaki ja jestem tępy, to był on/ona. Ale co mogłem zrobić, krzyknąć, zawołać, złapać kobiecinę w pół. A jeślibym się pomylił, nie mam przecież pewności, tylko przeczucie. Jakże komicznie musiałoby to wyglądać, centrum miasta, wokół pełno ludzi. Czy to możliwe, że po raz wtóry ominęła mnie nagroda Tolteka?(…)

(…) Tym razem przetrzymuję napór ciśnienia, po kilku nieudanych próbach. Leżąc na łóżku na plecach odczuwam nacisk między łopatkami. Próbuję samodzielnie przesunąć punkt percepcji. Ciśnienie staje się nie do zniesienia. Obok leży pies, po prawej tuż pod żebrami wychodzi z mojego ciała jakaś gruba wiązka, łączy się z wiązką psa i znika gdzieś w oddali, nie widzę tego wyraźnie, ale odbieram percept. Przez wiązkę przepływa energia, kłuje mnie z prawej i lewej strony w okolicach splotu słonecznego. Wchodzę dalej, dostrajam się do znajomego głosu, dźwięku. Gościłem już tutaj kilkakrotnie. Znów niezrozumiały bełkot, słowotok. Zupełnie jakbym słuchał prelekcji na ważki temat, ale nie potrafię wychwycić znaczenia ani jednego wyrazu, nie mogę skupić uwagi. Wiem tylko, że to definicje, encyklopedia definicji. Głos nie ma jednolitej barwy, moduluje, zmienia częstotliwość, jest częścią mnie, a jednak pochodzi gdzieś z zewnątrz, brzmi jednostkowo, a jednocześnie chóralnie, bezosobowo, bezpłciowo. Przeskok: Jestem w jakimś mieście, wchodzę do budynku, to strażnica, komenda policji, coś w tym rodzaju. Trzymam się za grupą fantomów. Wchodzę bez przeszkód do kolejnych pomieszczeń, nikt mnie nie zatrzymuje. Mam na sobie niby wojskowy mundur, dwie piątki na pagonach. Dochodzę do hali, auli, nie ma drugiego przejścia, to ślepy zaułek. Mija mnie atrapa, trzy piątki, salutuję. Kolejny pokój, trzeba stanąć w kolejce, jestem trzeci. Napis na drzwiach głosi: Werbunek. – Ewidentnie nie dostrajam się do scenerii, choć próbuję zachować pozory przy brakach w sztuce podchodzenia. - Dwie postacie wyższe stopniem; ja tylko chciałem przejść – oznajmiam w geście wyjaśnienia. Próbują mnie zablokować, droga zwęża się między biurkiem, krzesłem a ścianą, jakoś wychodzę. A może tylko chcieli zwrócić, przytrzymać uwagę? – Znajduję się na ulicy, naprzeciwko komendy, dostrzegam bank, jestem świadkiem rabunku. Nikt nie reaguje na alarm. Obok banku widzę biuro firmy, która zajmuje się instalacją systemów alarmowych i sprzedażą sprzętu elektronicznego. – Spójrz jak tego dokonaliśmy – mówi właściciel. Należy zestroić ze sobą urządzenia, wówczas alarm pozostaje niesłyszalny. Percept: Mechanizm wielkości szafy, wzmacniacze, panele, pokrętła(…)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wrota percepcji:fragment

poniedziałek, 25 sierpnia 2008 12:20



magia

 

 

(…) Dziękuję; ten wątek śnienia jest podarunkiem; mapa przeładowana treścią. – Zapisany tuż po przebudzeniu. – Pomieszczenie, biuro jakiejś firmy – odniesienie do mojego poprzedniego miejsca pracy. Jest ich dwóch, znów Niefizyczni. Przybyli na wezwanie, zgodnie z intencją. Kobieta, kilkunastoletnia dziewczyna, ten bliższy, nazwę go bliższym. Dalszy śpi w pomieszczeniu obok, otrzymałem percept, jest chyba regulatorem scenerii, ujawnia się dyskretnie. Bliższy jako czysta duchowo dziewczynka dostraja mnie cudownie, nie ma w tym cienia seksualności, jak oni to robią, są niesamowici. Budzę się we własnym śnie, wstaję z łóżka, obok mnie leżał jeszcze chwilę wcześniej bliższy, czuję go/ją za plecami, to energia miłości. Opowiada, maluje obrazami jakąś opowieść, wątek, naucza, ale jak subtelnie – tęsknię na samą myśl. Przeskok: Miałem wypadek, leżałem w szpitalu, ale bez poważnych obrażeń ( wysypałem się pojazdem śnienia? ). Zadzwoniłem do rodziców, żeby się nie martwili. Bliższy pokazuje mi port, skacze do wody i płynie gładko, ja się waham; woda nie stawia żadnego oporu, bo uderzył głową o burtę okrętu. Chce mnie czegoś nauczyć, jak jeden z przyjaciół Boba Monroe; zaznaczył nawet, że ta scena służy edukacji. Zanim zanurkował w przejrzystej materii niby wody objaśniał mi nazwy poszczególnych części, elementów zakotwiczonego po drugiej stronie nabrzeża drobnicowca, powtarzał je kilka razy aż się zestroiłem – tak, Niefizyczni Przyjaciele mają swoje sztuczki, zabiegi. Przeskok: Siedzę na miejscu kierowcy w znanym aucie, obok mnie bliższy, trzymam jego lewą dłoń – wróciliśmy do „biura”. Ten pojazd już tu zostanie, nie nadaje się do użytku, odczuwam przywiązanie…służył mi przez lata. Znów postać dyrektora, kierownika, jest w pobliżu, otrzymałem percept – śpi???. Podążam za bliższym do wolnego pomieszczenia. Oglądam biurko, miejsce czyjejś pracy, leży na nim kilka kartek, rachunków, jakieś dokumenty. To giełda owocowo – warzywna, „kierownik” prowadzi giełdę – zamigotałem. No jakże, kreator obszaru śnienia podsunął mi obraz słoika z truskawkami materializującego się na matowym blacie stołu – biurka. – Po dokumentach wywnioskowałem, że handluje płodami rolnymi, uwaga śnienia znów została podtrzymana. – Długa podróż, jedna z najdłuższych. Odwracam się, bliższy leży na łóżku, za oknem świta. Kładę się obok niego/jej, całuję, przytulam, a pod sercem energia miłości zalewa pozostałość cielesnego pożądania – znów pomógł mi się zestroić. Czas wracać(…)

(…) Oddaliłem się wyskakując w poza. Zwyczajnie nie odzyskałem pełnej świadomości ani w fazie katalepsji ani później. Pamiętam jedynie urywki, z lenistwa nie spisawszy wątku tuż po przebudzeniu. – Na płaszczyźnie śnienia wykreowałem obraz pomieszczenia, pokoju, w którym znajdował się śniący – Tak, odczuwałem dychotomię: śniony, śniący. – Połączyłem się zatem ze śnionym przybliżywszy do poziomu fizycznej nierzeczywistości. – Spoglądam na okno po wewnętrznej stronie, rozpoznaję zasłony, widno jak w dzień. Przechodzę na parapet, szyba nie stawia żadnego oporu. – I co teraz, znów irracjonalny lęk, reakcja obronna pierwszego przed upadkiem? – No tak, ale pierwszy jest tu tylko jako pasażer, jako śniony. – Uwolniony Ajon Światła pozbywa się sprzeczności w sobie, ponownie łącząc w monadzie zagubione części ja – tam(…)

(…)Przekroczyłem kolejną granicę z przebudzoną w pełni świadomością – granicę nieznanego. To dopiero początek długiej wędrówki. Wzywam niefizycznych przyjaciół – potrzebuję waszego wsparcia – wzywam bliższego i dalszego. – Tak brzmiała czytelna intencja, na którą długo nie mogłem się zdecydować. – Około piątej nad ranem przerwałem śnienie. – Dziś pójdę dalej, zwyczajnie mam przeczucie. – Ułożyłem się na plecach otwartą lewą dłoń kładąc tuż pod sercem a prawą pod splotem słonecznym. Po chwili, minęły może dwie, trzy minuty odebrałem wrażenie braku czucia w znacznej części ciała. Już, tak gładko – pomyślałem – to niemożliwe. Kontrolnie przełknąłem ślinę. – Fazowanie nie ustąpiło, przesuwając się w kierunku rozpoznawalnych objawów katalepsji. Tym razem znów inaczej, wychwytuję więcej szczegółów, subtelnych różnic. Dźwięk w uszach nie ma silnego, natarczywego natężenia, jest bardziej znośny. – To oni, bardzo prawdopodobne, wyczuwam ich obecność – zawołał pierwszy. A przypominam sobie, wiem, co miałem sprawdzić, ciekawe czy zadziała. Ręce, ręce – krzyknąłem, lecz ciemność nie ustąpiła. Może jeszcze raz – ręce, ręce. Słuch funkcjonuje bez zarzutu, a co z obrazem? – Zastanawiałem się. Trzeba czegoś więcej niż tylko zwykłego zaklęcia świadomego snu. A może tutaj to nie sen i właśnie miałem znaleźć tego potwierdzenie. Skoro tak, zatem dokąd prowadzi mnie brama przed którą wyraźnie i nader często staję? – Przeskok: Skupiam uwagę na „najwyższym” ośrodku energetycznym, jednocześnie odczuwając rozciąganie niefizycznego ciała z każdej możliwej strony. Docieram do progu widzenia, już blisko – ależ musiałem się wyciągnąć. Entuzjazm jednak nie sprzyja procesom w stanie drugiej uwagi. Świetlista kula tuż nad koroną głowy, kreuję jej obraz mentalnie – z wizualizacją nigdy nie miałem trudności, ale teraz oznacza cofnięcie w świadomy sen(…)

(…) Znów jakiś oniryczny obszar. Wiem, że doprowadził mnie tu bliższy. Całe miasto niby ludzi. Centrum, wielki, olbrzymi market, który zdołałby pomieścić ich wszystkich. Szukają schronienia, w oddali odgłosy wojny, wybuchy, przygotowania do ucieczki. Świat fantomów na progu zagłady. Bliższy daje sygnał: Czas wracać! Chwila, rozpoznaję miejsce, pasuje do układanki z poprzednich snów, uzupełnia braki w mapie śnienia. Zaraz, bliższy to ja – tam, muszę zaczekać, zagubił się. Przeskok: teraz bliższy jest mną, widzę jego oczami, bliższy to ja. Szukałem cię, musimy wracać. Przeskok: Kieruję motocyklem, bliższy siedzi tuż za mną, przyklejony do pleców. Wracamy razem, tylko razem możemy wrócić(…)

(…)Wątek osobisty, włączone smak, słuch i węch, fantomy dwóch przyjaciół. Poczułem gorzki smak, czymś mnie częstują, już wiem… Przeskok: Jestem na koncercie jakiegoś rockowego zespołu, dźwięki wpadają mi w ucho, jakbym jednocześnie wcielił się rolę kreatora scenerii i obserwatora: Tak każda z atrap to ja – tam, kreacja mojego umysłu. Przeskok: Olbrzymia jadalnia, stołówka, dostrzegam liczne szczegóły: kilkanaście okrągłych stołów, pokrytych ceratą, a przy każdym z nich po cztery krzesła ze sklejkowym siedziskiem. Przypomina to nieco jadłodajnię, bar mleczny z minionej epoki, jakie gdzieniegdzie można jeszcze ujrzeć w niemal niezmienionej formie. Znajduję się w większej grupie, niektórzy zajmują miejsca przy stołach, podążam za pozostałymi w kierunku kolejki do kasy. Otrzymałem percept: Nalot, policja, strażnicy. Nie wiadomo skąd w moich dłoniach pojawiła się otwarta butelka piwa, przyniosłem ją chyba z tego koncertu. Czuję, że nie wolno tu spożywać alkoholu. Zamykam szyjkę wygiętym kapslem, kierując się ku wyjściu. Po drodze zaczepia mnie jakiś fantom. Mam wrażenie, że posiada twarz. Zwraca się do mnie jak do kelnera, abym pomógł mu wyjść cało z opresji – czuć w jego zachowaniu panikę, czysty lęk. Odpowiadam przesyłając rotę: Nigdy nikomu sam nie pomogłeś w potrzebie, więc to czego żądasz nie zostanie spełnione. W jednej chwili wiedziałem wszystko o nieznajomym, odczytałem jego wnętrze, nie mógł nic ukryć. Więź emocjonalna zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. – Ktoś tam pomaga mi w zestrojeniu. – Wyszedłem przez nikogo nie zatrzymywany, atrapy strażników piętrzące się przed wahadłowymi drzwiami jadłodajni nawet nie zwróciły na mnie uwagi. Ale zaraz, to kolejne pomieszczenie, jakby przedsionek, szatnia. Dostrzegam portiera, posiada wyraźną twarz. Jestem kobietą, dziennikarką, świadkiem – znów wcieliłem się rolę atrapy. Możesz tu spocząć – powiedział portier, wskazując na pobielany, kaflowy piec. Kobieta zasnęła, teraz patrzę na scenę z pozycji obserwatora: Majaczy sparaliżowana, dziwnie majaczy przez sen, co jej jest? – Znajduje się pod opieką, chce się wyrwać z uścisku, lecz nie może. Czyj to uścisk? – Percept: Anielskie skrzydła zamknęły jej duszę w klatce, nie może się z niej wyrwać. To nie więzienie ale potrzeba, czasem nie ma innego wyjścia, sposobu(…)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wrota:fragment

niedziela, 17 sierpnia 2008 22:16


magia


(...) Kilka snów jednej nocy, wyraźne wrażenie oddzielenia. Ocknąłem się gdzieś dalej, w nieznanym obszarze. Rozmawiałem z jakimś fantomem, bardzo możliwe, że z samym sobą. W przyjaznym geście ostrzegał mnie przed niebezpieczeństwem, przekazując mentalne obrazy. Rota brzmiała mniej więcej tak: Zważaj przy podróżach tam a tam – wskazanie kierunku. – Odpowiedziałem: Byłem w podobnych miejscach wielokrotnie, czuję się na siłach. – Rota: Mimo to bacz, abyś nie trafił na coś takiego – mglisty obraz, uosobienie zła, lucyfer, źródło wszystkich lęków. – Odpowiedź: Nie z takimi już się zmagałem – poczucie mocy, a po chwili niepewność, zwątpienie. – Przebudziłem się częściowo, by ponownie wejść w świadomy sen. Poznałem nierzeczywistość, chociaż miejsce dziwnie znajome, jakbym nie mógł sobie przypomnieć że już tu byłem wcześniej. Po chwili pojawiła się myśl: To miejsce osobiste, obszar mojego śnienia. W jednej chwili obraz zaczął zanikać, rozsypał się na drobne części, zapadła ciemność i cisza. Nastąpiło fałszywe przebudzenie, pomyślałem, że to już poranek. Kiedy otworzyłem oczy ujrzałem obce mieszkanie, pokój wypełniony jakimiś bezużytecznymi przedmiotami, których przeznaczenia nie potrafiłbym określić. Niepokoiło mnie, że już świt i muszę obudzić się drugi raz - nie mam czasu na zwiedzanie. Nastąpiło cofnięcie, położyłem się z powrotem w łóżku, które tym razem dla odmiany przypominało moje własne. Po ocknięciu test rzeczywistości, sprawdziłem widoczny w mroku cyferblat elektronicznego zegara, minęło zaledwie kilka minut (…)

(…) Chwilę po zaśnięciu znalazłem się w pokoju gościnnym. Przy stole poznałem rozmawiające fantomy mojego ojca i zmarłego przed kilkoma laty dziadka. Zapraszali mnie, wiedziałem, że to atrapy podszywające się pod znane i bliskie mi postacie. Cofnąłem się, poczułem niechęć, zwłaszcza do istoty, która przybrała formę dziadka, była napastliwa; w jednym z wcześniej opisanych wątków zaatakowała mnie. Odniosłem wrażenie, jakby chciała wyjaśnić swoją relację, jednak widziałem, że dominuje nad tym drugim, manipuluje nim. Wyszedłem ze snu i obudziłem się z uczuciem lęku oraz niechęci (…)

(…) Dopadło mnie w aucie, wrażenie, odczucie, parcie, włącznik: zagrożenie. Całą drogę byłem podenerwowany. Może to lato, żar leje się z nieba – myślałem. Po powrocie do domu złe wieści, mogły być lepsze. W końcu po południu, przytłoczony skondensowaną dramaturgią dnia postanowiłem się przespać, choćby na chwilę uciec, schronić się w osobistym, bezpiecznym obszarze śnienia. Założyłem słuchawki stopniowo pogrążając uwagę w bezmiarze nierzeczywistości, przy kojących dźwiękach dudnienia różnicowego. Po około dwudziestu minutach wyłączyłem generator, by pogrążyć się w fazie płytkiego snu. Z jakiegoś powodu wrzuciło mnie w paraliż, tym razem jednak inaczej niż zazwyczaj. Nie czułem lęku, pierwszy nie wzbraniał się zbyt silnie, nie wyskakiwałem, czułem spokój i odprężenie, miałem świadomość każdej części ciała, słyszałem również wybiórczo hałasy docierające z zewnątrz. Postanowiłem zrobić rekonesans, rozejrzeć się, ciemność przed oczami jednak nie ustępowała. Skupiłem się na odczuciach, wrażeniach płynących z głębi jaźni. Metaliczny świst stopniowo zwiększał natężenie, ciśnienie w uszach oscylowało w określonym zakresie. Próbowałem zwrócić uwagę w kierunku czakr wyjściowych, przez moment odczuwałem nacisk w okolicach gardła. Zawisłem w pustce, próżni. Brzęczenie w uszach dostroiło się do rozpoznawalnego, zrozumiałego, ludzkiego głosu, który emitował jakiś odczyt, prelekcję – przynajmniej takie miałem wrażenie. Treść owej przemowy nie była jednak logiczna, składna, zgodnie z ustalonymi regułami języka. Kto to mówi? – Zapytałem w myślach. Po chwili pojawiła się odpowiedź: To ja sam, choć ton i barwa głosu nieznajoma. Czyżbym rozmawiał ze swoją podświadomością, ze swoim ku, niższym ja – pomyślałem. Ale to, co mówię nie ma kompletnego sensu, przypomina raczej bełkot automatycznego pisma, jakiego używali surrealiści. Początkowo łudziłem się, że mogę coś wychwycić, ale były to tylko pojedyncze wyrazy, ułożone w pozornie składny ciąg, zdania, percepty. Poczułem rozczarowanie, chciałem sprawdzić czy bez problemu mogę  wyskoczyć z paraliżu – ruszyłem lekko kolanami, wyszedłem gładko. Po chwili znów jednak przeszedłem w stan przebudzonej świadomości, właściwej dla opisu stanu focus 10 używanego przez Roberta Monroe. Nie wiedziałem tym razem, co począć, nie miałem konceptu. Myślałem, żeby spróbować przebić zasłonę ciemności przed oczami, ale sama intencja nie wystarczała. Po jakimś czasie skupienia na brzęczącym dźwięku, szumie w uszach, oraz na ośrodkach energetycznych ujrzałem postać, fantom, atrapę brata, który mówił, opowiadał, że udało mu się przejść z paraliżu do ciała astralnego w bardzo prosty sposób: W stanie paraliżu wystarczy przywołać obraz rąk, co spowoduje odblokowanie. – Coś mi zaświtało: Ale przecież on nie śpi, słyszałem jak wychodził wcześniej z domu. Metoda również nie brzmiała oryginalnie, wielokrotnie używałem jej do sprawowania kontroli na świadomym snem (…)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wrota:fragment

sobota, 26 lipca 2008 22:03

 

 

 


magia

Istnieją, bowiem światy stworzone w śnieniu przez jednostki lub grupy ludzi, które zawierają całe miasta i okolice nieposiadające odzwierciedlenia na jawie. Są to światy stworzone z materii mentalnej, bardziej lub mniej skomplikowane. Każdy, kto przemieści swój punkt percepcji w uwadze śnienia i znajdzie się w takim miejscu może postrzegać obiekty oraz fantomy wyprojektowane przez wielu śniących. Niekiedy są to miejsca o charakterze historycznym, jakby stylizowane przeszłością, co objawia się w stylach architektonicznych, ubiorach fantomów, charakterystycznych przedmiotach. Czasem nawet jest możliwe oszacowanie epoki, do której się odwołują. Śniący docierają do takich miejsc w ciele śnienia, które na czas przemieszczenia punktu percepcji staje się wehikułem aktywnej cząstki świadomości. Mówiąc jeszcze inaczej – aktywna cząstka świadomości zostaje owinięta w podróżujące ciało śnienia. Zazwyczaj dla podmiotu, dla śniącego ten rodzaj snów, w którym aktywna cząstka świadomości dokonuje przeskoku w ciele śnienia zapada żywo w pamięci po przebudzeniu – wywołując rozdrażnienie, melancholię, stan uniesienia, tęsknotę. Sam przeskok nie jest niczym wyjątkowym, stanowi część naturalnego planu, który służy uwolnieniu napięć energii mentalnej. Ciało śnienia pełni również rolę zaworu dla tych napięć, pozwalając dokończyć pracę lub projekty rozpoczęte w pierwszej uwadze. Śnienie nie przerywa procesów świadomości, tylko przenosi je na wyższy poziom odbioru oraz nadawania. Śnienie jest wynikiem przesunięcia aktywnej cząstki świadomości do subtelnego ciała, zwanego sobowtórem. Sobowtór nie jest do końca obiektem, który można zbadać, zmierzyć lub opisać, natomiast w zasięgu każdej żywej istoty leży jego doświadczanie i odczuwanie. W każdym razie głęboka prawda tkwi w stwierdzeniu: To nie opis powinien władać percepcją, ale percepcja opisem. – Nie ma nic bardziej rzeczywistego dla podmiotu od tego, co odczuwa – a wiadomym jest powszechnie, że odczuwanie nie należy do stałych, niezmiennych kategorii.

Opiszę teraz klika, pozornie oderwanych wątków śnienia, należących do drugiego rozdziału. Zdawać się mogą zwykłymi snami, jednak nawet zwyczajny sen to tylko interpretacja doświadczeń odmiennej rzeczywistości, kiedy aktywna cząstka świadomości naturalnie przesuwa się do ciała sobowtóra. Każdy sen tego rodzaju, o którym zamierzam mówić odciska się żywo we wspomnieniach śniącego, jakby chciał, by go zapamiętano, by podmiot śnienia przyjrzał się dokładnie wszystkim obrazom. Sny tego typu opowiadają pewną historię, drugie życie sobowtóra, zadania, misje i role, jakie pełni w odmiennych rzeczywistościach i na różnych poziomach świata, w którym utkwił punkt percepcji śniącego. Kiedy śniący staje się śnionym może zdawać się, że ten drugi żywot jest znacznie barwniejszy, pełniejszy, bardziej nieskazitelny.

Przyjechałem autobusem w odległe miejsce. Budynek przystanku z niewielkiej wiaty urósł do rozmiarów monumentalnego dworca, zdolnego pomieścić setki pasażerów. W środku dostrzegłem dwie kasy biletowe. Cienie, które nazywam fantomami ludzkich postaci zaczęły tłoczyć się przede mną. Nie pchałem się do przodu, z resztą na jawie zawsze unikałem podobnych sytuacji. Nie odczuwałem potrzeby pośpiechu. Zająłem ostatnie miejsce w kolejce po lewej stronie. Wydawała się dłuższa, kasjer powolniejszy. Chwilę zawahałem się czy nie przejść do kolejki po prawej, ale zostałem na swoim miejscu. Następnie moja uwaga śnienia zaczęła przyglądać się postaci biletera, widziałem go wyraźnie, był niepodobny do fantomów, które stały posłusznie w oczekiwaniu na to, że nadejdzie ich kolej, posiadał twarz. Nagle usłyszałem, jak woła: Proszę Polaków tylko i widziałem, że sprawdza dokumenty, jak strażnik na przejściu granicznym. Kolejka przede mną skurczyła się, przeszedłem przez wąskie gardło, które tworzył ceglany, sięgający do pasa murek, ustawiony równolegle do pobielanej, wysokiej ściany. Gdy dotarłem do kasy pokazałem dokumenty, kątem oka dostrzegłem, że fantomy za moimi plecami zajęły miejsca, jakby w szkolnych ławach. A bileter zmienił się w wykładowcę. Sprawdził dokumenty i urzędniczo przystemplował. Odniosłem wrażenie pomyślnie zdanego egzaminu z poprzedniego snu. Papiery świadczyły o mnie, zwłaszcza jedna z książeczek, w której widniało moje zdjęcie oraz imię, różne od tego, które nosi śniący. Wykładowca przemówił, zwracając się do cienistych fantomów. Nie pamiętam, co mówił, jego słowa nie były skierowane do mnie.

Kilka miesięcy wcześniej również śniłem postać wykładowcy; tego typu, powtarzające się obrazy nazwałem „szkolnymi”: Znalazłem się w wielostopniowej auli, jako jeden z słuchaczy. Fantomów nie było zbyt wiele, może jeden fantom interakcji pod postacią dziewczyny, która wyraźnie starała się zwrócić czyjąś uwagę. Zajmowała jedną z wyższych ław, która tworzyła równoległy rząd, podobny do rzędów w teatrze. Wykładowca zdawał się nienaturalnie olbrzymi, nie dostrzegałem jednak wyrazistych cech szczególnych, z wyjątkiem tego, że zajmował centralne miejsce obrazu. Nie pamiętam początkowych słów, które wygłaszał do zebranych w auli. Niespodziewanie stałem się głównym bohaterem akcji, jakby oskarżonym przed sędzią. A treść oskarżenia wyrażała się w myśli: Zawiodłeś się na człowieku, nie wierzysz w człowieka. Teraz zostaniesz przez nas osądzony. Wtedy coś we mnie drgnęło, bo nie wiedziałem dlaczego mam być jedynym oskarżonym, skoro wszyscy zebrani na sali, łącznie z sędzią – wykładowcą sprawiają wrażenie mniej lub bardziej winnych. Rzuciłem więc pytanie do wszystkich: Kto nie zawiódł się na człowieku niech podniesie rękę. Większość fantomów uniosła rękę. Kątem oka dostrzegłem, że dziewczyna, która starała się zwrócić czyjąś uwagę, wyzywająco patrząc na mnie nie podnosiła ręki. Wiedziałem jednak, że coś ukrywa – prawdę. Wykładowca – sędzia wyraźnie poruszony tym manewrem wstał zza biurka, popatrzył po sali, jakby licząc podniesione prawice. Zaczął odsłaniać firany i otwierać okna znajdujące się za jego plecami. Pamiętam, że mówiłem: Panie profesorze. Zaznaczył, w przyjaznym tonie: Nie jestem profesorem. – To z przyzwyczajenia do podobnych miejsc – przepraszałem. Wykład zakończył się, gdy opuścił aulę.

Po pewnym czasie, kiedy opisywałem ten sen jako opowieść mocy, dotarła do mnie myśl, którą odrzucałem na początku: Skoro nawet Bóg zawiódł się na człowieku, jakże można oskarżać człowieka, że stracił wiarę i nadzieję w bliźnich. Bóg nie oskarża, to człowiek jest tym, który rzuca oskarżenia. Kiedy przestaniesz oskarżać staniesz się wolnym. Moc, którą tracisz rzucając oskarżenia pod adresem innych można wykorzystać na wiele sposobów. Wszyscy są winni, kiedy oskarżają, przyjemnie i wygodnie jest oskarżać, a nikt nie lubi być oskarżanym. Czasem jednak ktoś pełni rolę oskarżyciela, a czasem rolę oskarżonego. Jeśli jest tego świadomy, rola pozostaje tylko chwilowym wcieleniem, osobowością, ego. Osobowość posiada tylko tu i teraz, choć żyje wspomnieniami, niespełnionymi marzeniami, zapominając o teraźniejszości – o tym, że posiada tylko tą jedną szansę, by zachować się nieskazitelnie wobec siebie i wobec świata. Osobowość zachowuje się jak nieśmiertelna istota, wszystko wiedząca i nieomylna, niechętnie przyznaje się do błędu, natomiast ochoczo zamyka się w skończonych dogmatach lub ideach. Osobowość wzbrania się przed powrotem do dzieciństwa, do czasu nieświadomości. Tak, powrót, nawet we wspomnieniach zaprzecza jej podstawowym kategoriom. Ale osobowość jest również tarczą, która osłania wewnętrzną strukturę jaźni przed niszczycielską siłą obwiniania. Siła osobowości wiąże się z sytuacją dziejową człowieczeństwa. Osobowość jest tym lepiej uzbrojona i wyposażona im większy staje się nacisk świata zewnętrznego. Możliwości tarczy nie są jednak nieograniczone, nie może zdusić głosu aktywnej jaźni, tarcza bez wojownika to jedynie bezużyteczne narzędzie. Wojownik nie da się zamknąć i zagłodzić w szczelnie opieczętowanej warowni. Pamięta czas, kiedy nie potrzebował tarczy i jako świadoma istota współżył ze światem zewnętrznym. Tęskni za pojednaniem, ale wciąż nie potrafi opisać zbudowanego przez siebie więzienia. I widzi, że każdy rodzi się wolnym, by umrzeć niewolnikiem. Dar wolności wewnętrznej jaźni zostaje zaprzepaszczony. Dlatego duch rodzi się i umiera, aż odnajdzie źródło swej wolności. To jest jego zadanie, jego rola. Czasem tylko w szczególnych momentach ciszy i samotności duch wcielony odczuwa głęboki smutek i żal, może jeszcze nie odnalazł przyczyny, może nazywa obwinianiem, wyrzutami sumienia, ale to właśnie głos wewnętrznej jaźni. Osobowość jej nie słyszy, nie rozumie, odczuwa tylko ciężar prawdy: Człowiek sam sobie zbudował ten świat i sam może go zmienić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

piątek, 19 grudnia 2014

Licznik odwiedzin:  8 530  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

O moim bloogu

Nauka Mistrzów spisana z Kronik Akaszy

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 8530

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl